|
Jest to jedna z wizytówek Belgii, kraju, o którym czasem mówi się „pralinkowe królestwo”. Niesamowita, przepyszna, rozpływająca się w ustach – czekolada, którą jako pierwsi zachwycali się Aztekowie. O wielu niezwykłych smakach, kształtach, nazwach i konsystencji.
Przybiera formę zwykłej tabliczki, bajecznego gorącego napoju, czy też wykwintnych, ręcznie robionych, delikatnych pralinkowych medalionów, wymyślnych figurek, czy serc. Owe pralinki wymyślił cztery wieki temu, w 1679 r., francuski kucharz marszałka Plessis-Praslin i to właśnie postać tego wojskowego użyczyła nazwiska na nazwę smakołyku. Od tamtego czasu, zarówno w Belgii, jak i we Francji, cukiernicy prześcigają się w tworzeniu smakowitych nadzień, które stanowią esencję tych słodkości. Jednak obecnie to szczególnie Belgia stała się miejscem produkcji wybornych czekolad i najlepszych mas je wypełniających m.in. dzięki selekcji najlepszych na świecie ziaren kakao.
Ważnym etapem w jedzeniu belgijskiej czekolady powinna być jej degustacja. Jest to swoista sztuka, zapewne obca niejednemu łakomczuchowi, w czasie której należy używać niemal wszystkich zmysłów. Zacznijmy od wzroku - naszym oczom powinna ukazać się gładka, lekko błyszcząca czekoladka. Zmysł dotyku wychwytuje nieskazitelną strukturę produktu, doskonałą niemal jak jedwab, gdyż właściwie przygotowana pralinka rozpuszcza się dopiero w ustach. Uszy nastawiają się, by zarejestrować przyjemny trzask czekolady, wędrującej po naszym podniebieniu. Nos wyłapuje subtelny zapach kakao. Na koniec pozostał nam zmysł smaku, niekwestionowanie najprzyjemniejszy etap degustowania. Słodycz najlepszych receptur rozpływająca się w ustach.
U schyłku 2005 roku na belgijskim rynku łakoci pojawiło się dziewięć nowych czekolad. Połączenie słodkości ze zdrowiem, bowiem owe nowinki cukiernicze zawierają wyciągi z rozmaitych roślin, owoców i przypraw, od dawna znanych ze swych leczniczych właściwości. Według producenta te czekolady mogą spowalniać proces starzenia, wspomagać przemianę materii i zmniejszać stres. Wśród klientów największe powodzenie zdobyła sobie czekolada z imbirem, o wiele mówiącej nazwie, Sexy.
Belgijskie pralinki to prawdziwe małe dzieła sztuki, nadziewane marcepanem, szlachetnymi likierami, wiśnią, nugatem, truflą. Prezentują się elegancko, kuszą wzrok swym wyglądem i dostarczają smakowych rozkoszy.
Być może warto dodać w tym miejscu, pół żartem, pół serio, że badania brytyjskich naukowców wskazują, że czekolada rozpuszczająca się na języku dostarcza młodym ludziom dłuższych i silniejszych wrażeń, niż namiętny pocałunek.
|
Komentarze